czwartek, 28 kwietnia"Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!" Mk 15, 16b
Shadow

Najpiękniejsza plaża nad polskim morzem

Posługa w Objeździe i Rowach dana nam była po przeszło tygodniu od ruszenia na wyprawę.

Najpierw wylądowaliśmy w Niechorzu, skąd na tydzień zakotwiczyliśmy w Łukęcinie. Przez tydzień oswajaliśmy się z nową, kamperową rzeczywistością. Ciągła konieczność napełniania i opróżniania zbiorników wody absorbowała nas na całe dnie. Nie tak chcieliśmy wykorzystać dany nam czas i po tygodniu zaczęliśmy się gorąco modlić o Bożą Interwencję.

W moim (Weroniki) przypadku było to tak, że w czwartek 23.09. zdesperowana pomodliłam się jedynie o ład i porządek w codzienności, pomoc w ogarnianiu wszystkiego. W piątek było to już mocne wołanie „Poślij nas!” i w sobotę już wiedzieliśmy o posłudze w Rowach (na wtorek i środę). Poczuliśmy ogromną radość, mogliśmy odpalić silniki i ruszyć w dalszą drogę!

Dotarcie do celu jednym kierowcą na dwa kampery to było niełatwe wyzwanie. Pierwszy raz musieliśmy stawić czoła temu zadaniu, a zdobyte przy tym doświadczenie przydało nam się jeszcze kilka razy podczas tej wyprawy 😉

Proboszcz parafii, Ksiądz dr Mariusz Drogosz, wykazał się ogromną cierpliwością, opanowaniem i od pierwszych chwil spotkania również sporą dawką humoru. Mogliśmy bezpiecznie zostawić na plebanii jeden z pojazdów, a drugim, mocno nadwyrężając jego uprzejmość dojechać drugim. Jakby tego było mało, ksiądz proboszcz zapewnił nam też parodniowy pobyt w przepięknym ośrodku wypoczynkowym w Dębinie. Tam mogliśmy dojść do siebie i zachwycić się przepięknymi plażami.

Takich klifów ze świecą szukać po świecie… Jest to miejsce, do którego zawsze te widoki nas przyciągały. Bezkres morza widoczny z wysokości 30 metrów porusza do głębi i daje do myślenia – małe postaci spacerujące po plaży są jak punkciki, statki jak łódeczki, wszystko nagle staje się malutkie i w tym wszystkim my. Nie ma to jak nabrać dystansu do wszystkiego, spojrzeć na swoje sprawy z innej perspektywy, wyciszyć…

Z nowymi siłami i dobrze ustawioną ostrością dane nam było posłużyć muzycznie, modlitewnie i świadectwem i w Objeździe, i w Rowach. (klikając w nazwę miejscowości, obejrzyj filmową relację).

Bardzo miło nam było być, służyć w tej parafii. Szczera gościnność, życzliwość zarówno księdza proboszcza, jak i parafian zostały w naszej pamięci. Wszystkie rozmowy po takich posługach, choć przelotne, to mocno poruszają. Nie zawsze jest łatwo się otworzyć, zwłaszcza w tak delikatnej sprawie, jak wiara, przeżycia duchowe. Po posługach często podchodzą pojedyncze osoby poruszone tym, co usłyszały, dzielą się swoimi historiami, czasem proszą o modlitwę.

To jest chwila bardzo intymna, tak jak ta, w której Jezus bierze głuchoniemego na bok i wykonuje ten dziwny gest – wkłada palce w jego uszy i śliną dotyka mu języka (Mk 7, 33). „Effatha” – wzdycha. Tak, otwarcie się na drugiego człowieka, odblokowanie w wielu sferach naszego życia, to tylko niektóre z owoców tej wyprawy.

Bardzo dziękujemy też za okazane nam wsparcie, ksiądz proboszcz zatroszczył się również o ten prozaiczny, a jakże ważny aspekt naszej dalszej wyprawy – koszt paliwa, a parafianie chojnie nam odpowiedzieli. Dzięki wsparciu wielu osób, tylko w tym miesiącu (październiku) udało nam się posługiwać jeszcze w siedmiu kolejnych parafiach, a po powrocie, jakby z rozpędu, odbyć jeszcze cztery posługi.

Wszystko to staraliśmy się spisać, nagrać, żeby móc opisać w różnych relacjach, które systematycznie zamieszczamy na naszym KANALE YOUTUBE. Serdecznie zapraszamy!

Posługa w Objeździe i Rowach dana nam była po przeszło tygodniu od ruszenia na wyprawę.

Najpierw wylądowaliśmy w Niechorzu, skąd na tydzień zakotwiczyliśmy w Łukęcinie. Przez tydzień oswajaliśmy się z nową, kamperową rzeczywistością. Ciągła konieczność napełniania i opróżniania zbiorników wody absorbowała nas na całe dnie. Nie tak chcieliśmy wykorzystać dany nam czas i po tygodniu zaczęliśmy się gorąco modlić o Bożą Interwencję.

W moim (Weroniki) przypadku było to tak, że w czwartek 23.09. zdesperowana pomodliłam się jedynie o ład i porządek w codzienności, pomoc w ogarnianiu wszystkiego. W piątek było to już mocne wołanie „Poślij nas!” i w sobotę już wiedzieliśmy o posłudze w Rowach (na wtorek i środę). Poczuliśmy ogromną radość, mogliśmy odpalić silniki i ruszyć w dalszą drogę!

Dotarcie do celu jednym kierowcą na dwa kampery to było niełatwe wyzwanie. Pierwszy raz musieliśmy stawić czoła temu zadaniu, a zdobyte przy tym doświadczenie przydało nam się jeszcze kilka razy podczas tej wyprawy 😉

Ks. Proboszcz wykazał się ogromną cierpliwością, opanowaniem i od pierwszych chwil spotkania również sporą dawką humoru. Mogliśmy bezpiecznie zostawić na plebanii jeden z pojazdów, a drugim, mocno nadwyrężając jego uprzejmość dojechać kolejnego dnia. Jakby tego było mało, ksiądz proboszcz zapewnił nam też parodniowy pobyt w przepięknym ośrodku wypoczynkowym w Dębinie. Tam mogliśmy dojść do siebie i zachwycić się przepięknymi plażami.

Takich klifów ze świecą szukać po świecie… Jest to miejsce, do którego zawsze te widoki nas przyciągały. Bezkres morza widoczny z wysokości 30 metrów porusza do głębi i daje do myślenia – małe postaci spacerujące po plaży są jak punkciki, statki jak łódeczki, wszystko nagle staje się malutkie i w tym wszystkim my. Nie ma to jak nabrać dystansu do wszystkiego, spojrzeć na swoje sprawy z innej perspektywy, wyciszyć się…

Z nowymi siłami i dobrze ustawioną ostrością dane nam było posłużyć muzycznie, modlitewnie i świadectwem i w Objeździe, i w Rowach.

Bardzo miło nam było być, służyć w tej parafii. Szczera gościnność, życzliwość zarówno księdza proboszcza, jak i parafian zostały w naszej pamięci. Wszystkie rozmowy po takich posługach, choć przelotne, to mocno poruszają. Nie zawsze jest łatwo się otworzyć, zwłaszcza w tak delikatnej sprawie, jak wiara, przeżycia duchowe. Po posługach często podchodzą pojedyncze osoby poruszone tym, co usłyszały, dzielą się swoimi historiami, czasem proszą o modlitwę.

To jest chwila bardzo intymna, tak jak ta, w której Jezus bierze głuchoniemego na bok i wykonuje ten dziwny gest – wkłada palce w jego uszy i śliną dotyka mu języka (Mk 7, 33). „Effatha” – wzdycha. Tak, otwarcie się na drugiego człowieka, odblokowanie w wielu sferach naszego życia, to tylko niektóre z owoców tej wyprawy.

Bardzo dziękujemy też za okazane nam wsparcie, ksiądz proboszcz zatroszczył się również o ten prozaiczny, a jakże ważny aspekt naszej dalszej wyprawy – koszt paliwa, a parafianie chojnie nam odpowiedzieli. Dzięki wsparciu wielu osób, tylko w tym miesiącu (październiku) udało nam się posługiwać jeszcze w siedmiu kolejnych parafiach, a po powrocie, jakby z rozpędu, odbyć jeszcze cztery posługi. Jeśli zechcecie nas wesprzeć można to zrobić za pośrednictwem serwisu:

Wszystko to staraliśmy się spisać, nagrać, żeby móc opisać w różnych relacjach, które systematycznie zamieszczamy na naszym kanale Youtube. Serdecznie zapraszamy!

Na większą Chwałę Bożą